Feed on
Wpisy
Komentarze

obecność

szara masa, następny szary poranek, dzień, wieczór, wszystko na jednym poziomie, silenie się na emocje, często nietrafione, i ciągle płacz, przychodzi znikąd, bo zakupy za ciężkie, bo autobus się spóźnia, bo widzę swoją twarz w lustrze, bo nie mam pieniędzy, bo znów przychodzi konkluzja, widok z góry, aż się przykro robi, i ciągle ta natrętna myśl, że on tam gdzieś jest, może całkiem niedaleko, uśmiecha się, rozmawia, dotyka, a ja wciąż to czuję tak, jakby mnie zdradzał z resztą świata i mam ochotę wszystkim żyły przegryźć, może przestałoby boleć.

?

Czy to jest tak, że w życiu można pewne rzeczy przewidzieć, ominąć je, żeby uniknąć potem wpieprzenia się w gówno, czy wszyscy idziemy na oślep i jednym się udaje a innym nie, na zasadzie “ślepy gówno widzi”? Czy ja mam jakiś nadzwyczajny talent do podejmowania złych decyzji, czy cały ludzki ród tak ma? Dlaczego w zasadzie jestem tutaj, w jakiejś nieswojej chacie z widokiem na Allegro i stadion Lecha Kolejorza? I czemu właściwie zrobiłam sobie tak, że budzę się codziennie rano sama, czasem nie mam się do kogo odezwać przez cały dzień? Gdzie błąd był?

troszkę paniki

Dzisiaj mi uświadomiono, że za miesiąc skończą się treningi. Jeszcze jakieś trzy-cztery tygodnie, a potem trzy miesiące…bez niczego? Kompletnie nie wiem co zrobię ze sobą przez ten czas, gdzie będę chodzić po pracy, byle nie do domu, nie myśleć. Tyle wolnego czasu, jeszcze do tego weekendy, kiedy czuję najlepiej, jak bardzo nikomu nie jestem potrzebna…Co ja zrobię ze sobą..? Nie chcę tak, już teraz jest cieżko. Ratunku.

parę nieuczesanych

Nie mam na nic czasu, codziennie coś, ten stan jest nienajgorszy, bo mam mało czasu na myślenie. Konfiguracja tygodnia trochę mi się odwróciła i nie mam teraz co robić w weekendy, więc chodzę na basen. W niedzielę poszłam do Parku. Uczucie doskonale mi znane, “swędzenie mózgu”, że po cholerę tam polazłam i że przecież książkę poczytać. Jakbym nie mogła na Cytadeli czy gdzieś. Ławki mówiły do mnie to samo, co zwykle - tu siedzieliście, krew ci bulgotała, z różnych powodów. Nie poszłam nad staw. Bałam się, a może coś się zmieniło. A może tak sobie mówię. Co to za różnica, tak naprawdę.

Capoeira jest. Dostarcza mi tyle radości, dziwię się, bo ciągle więcej. Nawet może coś ze mnie będzie - na moje oko robię postępy, może nie oszałamiające, ale jednostajnie lekko przyspieszone. Moje ciało coraz bardziej mi się podoba, na szczęście tego jednego mi nie odebrał, razem z poczuciem wszelkiej wartości. Boję się trochę co będzie, jak przez trzy miesiące capoeiry nie będzie. Może jakoś dam radę, może konno pojeżdżę, w sumie gadam o tym od kilku lat do ściany.

Barcelona. Barcelona, Barcelona. Tak jak ostatnio Monachium, tylko jeszcze bardziej. Musi się udać. Chociaż, patrząc na ostatnie spektakularne sukcesy…może zabraknie biletów, pieniędzy. Szczęścia po prostu. To bardzo możliwe, tak je dzielą, że ja nie dostaję.

B. ostatnio w pracy nie ma. Wyjechał pewnie do Anglii. Jakoś mnie to wkurza i czekam aż gdzieś go w przelocie zobaczę i będę się mogła promiennie uśmiechnąć. Nie wiem po co mi to, w końcu zajęty i zapluty. Ale jakoś tak lubię kiedy patrzy, bo wiem, że patrzy. Dziwnie jest jak mówię innym, że B. to czy tamto. Jakbym go znała…a przecież tylko raz rozmawialiśmy, przy strasznie długiej kawie. Ersatz. Wszyscy zajęci i zapluci - czemu z jednym nie może mi być po prostu fajnie, gdzieś w pobliżu.

I ogólnie szarlotka z bitą śmietaną przez grubą, diamentową szybę. Skłamałabym mówiąc, że mi to zwisa, ale co poradzić. Kochany Pracodawca, capoeira, flamenco, nic, nic, nic. I znów jest poniedziałek.

Dobranoc poniedziałku. Lecimy dalej.

You’ll follow me down

Survived tonight
I may be going down
‘Cos everything goes round too
Tight, tonight
And as you watch me crawl
You stand for more

And your panic stricken
Blood will thicken up tonight
‘Cos I don’t want you to forgive me
You’ll follow me down
You’ll follow me down
You’ll follow me down

Survive tonight
I see your head’s exposed
So we shall kill
Constructive might
It’s so right as your emotions fool you
My strong will rule

And your panic stricken
Blood will thicken up tonight
‘Cos I don’t want you to forgive me
You’ll follow me down
You’ll follow me down
You’ll follow me down

I won’t feel restraint
Watching you close sense down
I can’t compensate
That’s more than I’ve got to give

And your panic stricken
Blood will thicken up tonight
‘Cos I don’t want you to forgive me
You’ll follow me down
You’ll follow me down
You’ll follow me down

‘Cos I don’t want you to forgive me
You’ll follow me down
You’ll follow me down
You’ll follow me down

The Closing of the Doors

We’re too busy
We’re just too busy
Always making predictions
Never make an exception
To the rules

Why do we fight?
All through the night?
Why do we fight at all?
Oh Oh Oh Oh

Let’s just turn the whole damn thing upside down
Do you recognize the one you knew before
The closing of the doors?

Don’t you remind me of someone?
Don’t you remind me?
I knew you better
Don’t you remind me?
Much better than that

I never loved you blindly
I new a man who was better
Much better than that
Once you’ve said it
Oh Oh Oh Oh
You can’t take it back
Oh Oh Oh Oh
I knew you’d find that note someday
So I wrote down
All the things that I couldn’t say

You and I
Up all night
Why do we fight at all?

The closing of the doors
The calling of time

Don’t you remind me of someone
Don’t you remind me

Ja pierdolę

No i koniec, kurwa, zrobiłam to, i nie wiem co teraz będzie.

Najchętniej jeszcze bym go pobiła do nieprzytomności, ale takiej dlugiej ręki nie mam.

wrze

nienawidzę cię, do kurwy nędzy, nienawidzę, chcę żebyś umarł, za to że udajesz, że mnie nie ma, że mnie nigdy nie było, że wiedziesz sobie to swoje pieprzone życie, że uśmiechasz się do wszystkich swoich bliższych i dalszych, którzy cię adorują, podziwiają, bo masz fajny styl, bo jesteś czarujący, bo nikt kurwa nie wie, że zostawiłeś mnie, bo kogoś musiałeś zostawić, a ja się bardziej nadawałam, bo ja mogłam cierpieć, znosić to wszystko miesiącami, mogę przecież znosić dalej, nic o tym nie wiesz, masz święty spokój, pierdolone obiadki po pracy, wycieczki, majówki, wakacje i niczego nie będziesz musiał nigdy zmieniać, nie będziesz się musiał wysilać, bo tak ci było wygodniej, bo tak było łatwiej i tam była przyszłość, bo nie było ryzyka, najwyżej trochę pobolało sumienie, że ja gdzieś tam jednak mam uczucia, pewnie nawet byś nie pomyślał, że wydarłabym wam serca, obojgu, jesteście warci siebie, a ty na pewno nie jesteś wart mnie, tylko jak to zrobić, żeby wiedzieć, że więcej cię nie zobaczę nie uciekając, jeszcze nie teraz?

ech

Dorosła baba, bez pomysłu na własne życie, bez partnera. Wszyscy w moim wieku szykują się do zakładania rodziny, a ja gapię się na facetów naokoło i zastanawiam, dlaczego żaden nie jest wolny. Bo to normalne, że ludzie są razem. Tylko takie niedoróbki psychiczne zostają same, z kurwa kotami, bez pieniędzy na życie. Nawet nie pamiętam kiedy przestałam gotować, bo mi się to nie opłaca.

Przecież to jest straszne, takie życie z dnia na dzień.

Wstydzę się siebie. Jest mi ze sobą koszmarnie źle. Chciałabym przestać istnieć.

Mam na imię asia, jestem znikąd.

Jest taka fajna zabawka dla małych dzieci, plastikowa z otworkami, otworki mają różne kształty. Do nich maluch dopasowuje odpowiednie elementy i wrzuca przez otworki do środka. No więc ja się czuję jak element w kształcie kwadratu, który próbuje się wepchnąc w okrągły otwór.

« Newer Posts - Starsze wpisy »