Dużo czasu spędzam ostatnio sama ze sobą. W trakcie tego spędzania zastanawiam się, czy mogłabym być sama ze sobą szczęśliwa. I myślę, że o to właśnie musi chodzić w tej całej zabawie, żeby zobaczyć świat swoimi oczami, docenić jego piękno i nie potrzebować potwierdzenia, że faktycznie, jest piękny. Jeździłam dzisiaj prawie trzy godziny na rowerze, zanurzając się w obłędnych kolorach drzew i liści, które z nich masowo pospadały. Najbardziej zapamiętałam dwa momenty – kiedy jechałam po łąkach zalewowych i nie było wokół mnie widać ani słychać żywej duszy i kiedy wjechałam w niekończący się tunel z drzew. Pusty, aż nierzeczywisty. Czułam się wtedy sama ze światem. Trochę przerażające, a trochę jak wyzwanie. Jeśli spotkam kiedyś kogoś, kto będzie chciał dzielić ze mną swoje życie, będę miała się czym dzielić. A na razie dobrze, że potrafię sama widzieć świat.
