Tak się zdarzyło, że w jednej chwili podjęłam decyzję, że mężczyzna, którego wbrew temu, co mówiłam, kochałam, od tamtej wlaśnie jednej chwili, przestaje dla mnie istnieć. Że nie usłyszę więcej, co u niego, nie dowiem się, czy jego firma stanęła na nogi i przynosi mu wreszcie zyski, że nie będę wiedziała jak będzie wyglądał, kiedy skończy 40 lat. Ani nawet 34. Że ostatni raz widziałam go dzień po jego 33 urodzinach i ostatni raz spytałam wtedy “kiedy my się znowu zobaczymy…?”. Że nigdy, od teraz aż do nieskończoności, go więcej nie zobaczę. Nie usłyszę jego magnetycznego, głębokiego głosu. Nigdy. Bez okresu przejściowego, czy czasu na zastanowienie. Nie przytulę się do jego ciepłego torsu i nigdy więcej nie będziemy się kochać.
To jest właśnie reszta mojego życia. Teraz.