wrze
20 kwiecień , 2008 autor a.
nienawidzę cię, do kurwy nędzy, nienawidzę, chcę żebyś umarł, za to że udajesz, że mnie nie ma, że mnie nigdy nie było, że wiedziesz sobie to swoje pieprzone życie, że uśmiechasz się do wszystkich swoich bliższych i dalszych, którzy cię adorują, podziwiają, bo masz fajny styl, bo jesteś czarujący, bo nikt kurwa nie wie, że zostawiłeś mnie, bo kogoś musiałeś zostawić, a ja się bardziej nadawałam, bo ja mogłam cierpieć, znosić to wszystko miesiącami, mogę przecież znosić dalej, nic o tym nie wiesz, masz święty spokój, pierdolone obiadki po pracy, wycieczki, majówki, wakacje i niczego nie będziesz musiał nigdy zmieniać, nie będziesz się musiał wysilać, bo tak ci było wygodniej, bo tak było łatwiej i tam była przyszłość, bo nie było ryzyka, najwyżej trochę pobolało sumienie, że ja gdzieś tam jednak mam uczucia, pewnie nawet byś nie pomyślał, że wydarłabym wam serca, obojgu, jesteście warci siebie, a ty na pewno nie jesteś wart mnie, tylko jak to zrobić, żeby wiedzieć, że więcej cię nie zobaczę nie uciekając, jeszcze nie teraz?