… - - - …
3 marzec , 2008 autor a.
Może za mało czasu upłynęło od dnia, kiedy widziałam go ostatni raz. W końcu to dopiero trzy miesiące, jakieś 90 dni, ciągle je liczę - wpisuję sobie na codziennej karcie sukcesu. Sukces! Udało mi się wytrzymać kolejny dzień! Kolejny bez prób kontaktu, kuszenia losu, i nawet rąk sobie nie odgryzłam. Cotygodniowy bilans znów jest na plus. Przeraża tylko perspektywa kolejnych dni, tygodni i miesięcy użerania się z samą sobą i z sercem, które nie chce mnie słuchać.
Moje serce dalej twierdzi, że go kocham. Przywołuje mi przed oczy obrazy, które dawno zakopałam w pamięci. Znienacka, w autobusie, w sklepie, przy biurku w pracy. A zwłaszcza przed zaśnięciem. Jego oczy, ręce, zapach skóry, najcudowniejsze usta na świecie, włosy do targania, smak ciała, głos. Nasze chwile szczęścia i nasze tragedie. I chociaż zaraz potem widzę wszystkie kłamstwa, uniki, niedopowiedzenia, rany jakie mi zadawał, swoją wściekłość, żal, jego bezsilność, nagą prawdę o wszystkim, co się wtedy wydarzyło…i tak budzę się w nocy, a na suficie świeci neon KOCHAM CIĘ. I bardzo boję się dnia, kiedy zobaczę go gdzieś, przypadkiem, co wtedy będzie…
Tęsknię za nim.
Wyobraziłam sobie dzisiaj co byłoby, gdyby stanął przede mną, sam, gdziekolwiek, choćby na ulicy. W pierwszym odruchu wtuliłabym się w niego i zamknęła oczy. Potem pewnie zaczęłabym płakać.
Nie chcę żeby to się kiedykolwiek stało.
I chcę, żeby to się stało kiedykolwiek. My heart won’t listen.