Różne
22 październik , 2007 autor a.
Boli. Zrywy, czasem w górę, głównie w dół. Zupełnie brakuje mi planu, wszystko jest w rozsypce, nie zanosi się na lepsze. Codziennie tak samo, dni jak odbite od sztancy. Nie mogę wstać rano, nie mam pieniędzy, pracuję z obrzydzeniem, chodzę za późno spać, za mało jem. Gdzie szukać zmiany, na pewno nie we mnie. Nawet nie wiem w którą stronę się zwrócić. Ostatnich kilka miesięcy to jakaś szarpanina, debilizm, i ostatecznie kompletna katastrofa. Nie widzę sensu własnego istnienia. Robię cokolwiek, byle robić. Każda minuta sam na sam ze sobą jest ciężarem. Mam ochotę poprosić kogoś żeby zabrał moje koty, wtedy mogłabym zniknąć. Co będzie? Skąd brać siłę żeby jakoś dalej to ciągnąć? I po co, dla kogo, bo dla siebie to nie. Dla siebie jestem do pewnego momentu. Chociaż nową pracę, błagam. Żeby zająć czymś myśli, czymś nowym, nie przesiąkniętym.
Proszę o pomoc. Los proszę.