Na koniec tego miesiąca
28 czerwiec , 2007 autor a.
Zmęczył mnie czerwiec, pod każdym względem.
Finansowo, bo znów dojechałam do zera, nie wiem do tej pory co się stało że tak źle rozdysponowałam normalnej wielkości pensję.
Fizycznie, bo od upału powychodziły mi pęcherze pod butami, skutkiem czego nogi bolą mnie bez przerwy. Do tego jeszcze wczorajszy występ, na szczęście bardzo udany.
Intelektualnie, bo oblałam ostatni egzamin na studiach, napisałam sporo jak na mnie pracy magisterskiej (a i tak za mało, żeby stwierdzić, że ona w ogóle się pisze) no i zdałam prawko i to od razu! Choć nie wiem czy to nie zasługa bardziej głupiego farta niż jakichś intelektualnych wygibasów.
No i emocjonalnie, bo tak bardzo nie możemy się poukładać od nowa. I za każdym razem kłótnia ma być ostatnia, i nijak nie wychodzi. A mimo tego bardzo chcę, bo go kocham, bo mi przy nim dobrze. Chociaż tyle mu brakuje, tyle chciałabym w nim zmienić…
A z zaświatów dalej straszy. Straszy tym mocniej, że wciąż kocha. Śni się, staje przed oczami, czasami po prostu jest. Kocha się ze mną w mojej głowie. Może tak już musi być. Chyba musi, skoro nic nie da się z tym zrobić.
Bo nic się nie da.