Moje życie bez muzyki
20 czerwiec , 2007 autor a.
To w ogóle nie jest do pomyślenia. Uświadomiłam sobie to całkiem niedawno - muzyka jest ze mną od momentu kiedy przyszłam na świat, i chociaż nieszczególnie miałam ochotę zostać pianistką (co doskonale rozumiem i nie żałuję ucieczki), niechęć do zawodowego grania na instrumentach nie odebrała mi niczym nieskrępowanej radości przeżywania muzyki. Słuchanej, granej i śpiewanej przeze mnie, ale też przez innych ludzi. Na żywo, z płyty, przy ognisku, pod prysznicem.
Wczorajszy koncert był wyjątkowy, bo śpiewali znajomi. Robili to genialnie, nawet ukradkiem otarłam łzy, kiedy Michalina śpiewała “If I was your woman” (Alicia Keys powinna się od niej nauczyć, jak ta przepiękna piosenka powinna być wykonywana). Moje ciało samo reagowało na dźwięki, które słyszałam, w połączeniu z widokiem gnieżdżącego się na malutkiej scenie zespołu i zmieniających się co chwilę wokalistów.
Było pysznie.
Od września do Was wracam :)