Odwyk
5 czerwiec , 2007 autor a.
Nie potrafię jeszcze na spokojnie analizować ostatnich miesięcy mojego życia. Zachowuję się dziwnie i jestem tego świadoma - bo kto to widział, żeby dorosła kobieta nie chciała wsiąść do tramwaju czy wysiąść na jakimś konkretnym przystanku. Żeby rezygnowała z upragnionego festiwalu Open’er tylko po to, żeby uniknąć konfrontacji. Miłość wychodzi ze mnie jak trucizna, wraca, nie daje zapomnieć, nałóg domaga się karmienia. Codziennie rano budzę się z kłębkiem myśli w głowie, a potem życie biegnie swoją drogą, a odwyk swoją. Nie chcę go widzieć, nie chcę pamiętać że istnieje, wiem jakim jest człowiekiem i jak bardzo myliłam się co do niego, a ciągle go pragnę, ciągle go kocham. Wspomnienia wdzierają się nieproszone, czasem zabierają mi oddech na krótką chwilę, czasem sprawiają, że mimowolnie przypominam sobie milimetr po milimetrze drogę palców po skórze, oszałamiające pocałunki, niemal bolesne pożądanie.
A ja tego wszystkiego nie chcę. Czekam aż się po mnie przetoczy i odejdzie w swoją stronę, pozwoli mi żyć i kochać w spokoju. Tylko kiedy to będzie, ile jeszcze tego we mnie jest…?